Przyjęta wczoraj przez rząd nowela ustawy o indywidualnych kontach emerytalnych wprowadza zmiany wyłącznie kosmetyczne, bo na inne nie wyraził zgody resort finansów.
Zgodził się tylko podwyższyć limity wpłat na IKE zwolnionych z podatku Belki, na czym fiskus może stracić 8-10 mln zł rocznie. Innych zachęt nie będzie, choć coraz częściej słyszymy, że bez oszczędzania w III filarze emerytury będą niskie.
Według Polskiej Izby Ubezpieczeń projekt ustawy o zmianie ustawy o indywidualnych kontach emerytalnych oraz niektórych innych ustaw nie zawiera satysfakcjonujących propozycji. Niezbędne są dalej idące rozwiązania, które spowodują ożywienie programów.
PIU w ramach konsultacji zgłaszała uwagi, które nie znalazły zrozumienia projektodawcy i tym samym nie zostały uwzględnione. Zwracano uwagę, że podniesienie limitu nie wpłynie na upowszechnienie IKE, gdyż tylko ok. 8% osób obecnie posiadających otwarte konta wykorzystuje dotychczasowe możliwości. Uprawnione jest stwierdzenie, że podnoszenie limitu jest jednoznaczne ze skierowaniem oferty wyłącznie do niewielkiej liczby lepiej sytuowanych posiadaczy IKE ( obecnie ok. 75 tys osób). PIU jest zdania, że należy wprowadzić takie zmiany do istniejącej ustawy, które uruchomią popyt również wśród osób o niższych dochodach - tych nie wykorzystujących limitu, a być może bardziej zainteresowanych budową kapitału na przyszłą emeryturę.
edług PIU jedyną skuteczną formą reaktywacji IKE jest wprowadzenie rocznego limitu wpłat, do poziomu którego środki będą zwolnione z podatku dochodowego lub określenie maksymalnego limitu odpisu od kwoty podatku dochodowego od osób fizycznych. Innym, możliwym do zaakceptowania rozwiązaniem byłoby przyjęcie zasady, że analogicznie jak w przypadku I i II filara systemu emerytalnego, opodatkowane są świadczenia a nie składka.
Projekt zmiany ustawy, ani uzasadnienie w żaden sposób nie odnoszą się do dyskusji nad likwidacją podatku od dochodów kapitałowych. Likwidacja „podatku Belki” uczyni proponowane zmiany bezcelowymi.
Źródło: PIU
JT