PZU jednak zaprzecza wczorajszym doniesieniom, że grupa zamierza zwolnić w br. 1500 pracowników. Michał Witkowski, rzecznik prasowy PZU, poinformował, że ubezpieczyciel dąży do redukcji kosztów, ale nie planuje ruchów kadrowych, o których pisała prasa. Pod koniec 2008 r. w PZU pracowało łącznie 11,5 tys. osób, a w PZU Życie - 4,2 tys. osób. W polskich spółkach grupy jest zatrudnionych łącznie około 16 tys. ludzi. Zwolnienie 1,5 tys. osób oznaczałoby zatem redukcję zatrudnienia o ok. 10%.
Komunikat prasowy rzecznika PZU może służyć uspokojeniu opinii publicznej. Tak ogromne redukcje z pewnością spotkałyby się ze zdecydowaną reakcją związków zawodowych. Być może dojdzie jednak do zwolnień na mniejszą skalę, lub do znaczącej obniżki pensji. PZU odnotowało bardzo dobre wyniki finansowe w zeszłym roku. Szykuje się też do przejmowania podmiotów na polskim rynku. Z drugiej strony udział w rynku ubezpieczeń grupy PZU sukcesywnie spada. Od początku bieżącego roku przeprowadzana jest reorganizacja działania placówek spółek majątkowej i życiowej.
Pracownicy obu firm będą oferować cały wachlarz ubezpieczeń życiowych i majątkowych. A nie tak jak dotychczas tylko polisy ze spółki w której byli zatrudnieni. To posunięcie może doprowadzić nawet do zmniejszenia ilości placówek, a co za tym idzie zatrudnienia w nich. Na dłuższą metę PZU jednak nie opłaca się zmniejszanie ilości oddziałów. Jeżeli PZU będzie utrzymywać pozycję na rynku, a nawet ją umacniać zdobywając kolejne jego segmenty, jak na przykład kanał sprzedaży Direct, to będzie to oznaczało nawet wzrost ilości zatrudnionych pracowników. Informacje o redukcjach mogą być tymczasową reakcją na kiepski rok w polskiej gospodarce.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Jakub Tabisz