Na giełdzie w Reykjaviku wstrzymano w czwartek, do poniedziałku, handel akcjami w związku z "niezwykłą sytuacją rynkową".
Islandzka giełda jest zdominowana przez tamtejsze banki, przeżywające bardzo ostry kryzys. Państwo przejęło już kontrolę nad trzema największymi bankami Islandii - Kaupthing, Landsbanki i Glitnir. Rząd stara się zapobiec całkowitemu załamaniu systemu bankowego. Przewidziano szybką sprzedaż zagranicznych aktywów największych banków.
Brytyjski premier Gordon Brown oświadczył, że stosunek władz Islandii do krachu islandzkiego systemu bankowego jest "całkowicie nie do przyjęcia", a "prawne skutki ich działań nielegalne
Islandzki regulator rynku usług finansowych zawiódł nie tylko swoich własnych obywateli, ale także Brytyjczyków" - powiedział w czwartek po południu w wywiadzie dla BBC.
Dodał, że swoje stanowisko przekazał premierowi Geirowi Haarde i zagroził, iż rząd brytyjski rozważy wystąpienie przeciwko islandzkiemu rządowi na drogę prawną, jeśli "(sporne) kwestie finansowe nie zostaną rozwiązane".
Brown poinformował o zamrożeniu aktywów brytyjskich oddziałów czołowego banku islandzkiego Landesbanki i zapowiedział, że dla odzyskania pieniędzy zdeponowanych przez Brytyjczyków rząd nie zawaha się przed podjęciem stanowczych działań wobec islandzkich firm, tam gdzie będzie mógł.
Islandzki sektor bankowy rozrósł się do ogromnych rozmiarów, rozwijając działalność międzynarodową i wręcz usuwając w cień resztę gospodarki. Jego aktywa są dziewięć razy większe od islandzkiego PKB, wynoszącego (w przeliczeniu) 14 miliardów euro. W wielkim stopniu naraziło to Islandię na skutki globalnego kryzysu kredytowego.
Kurs islandzkiej korony wobec euro spadł w minionych 12 miesiącach o ponad 70 proc. W środę bank centralny Islandii, po zaledwie jednym dniu, musiał zrezygnować z próby wprowadzenia sztywnego kursu wymiennego.
Źródło: Gazeta Wyborcza
JT