Grupa PZU chce dzięki swojej pozycji na rynku grupowych ubezpieczeń zwiększyć sprzedaż innych ubezpieczeń – pisze „Gazeta Prawna”. Dziennik przypomina, że podczas prezentacji założeń strategii ubezpieczyciela Andrzej Klesyk, prezes PZU SA, zwrócił uwagę na potężny atut firmy, jaki nie dysponuje żadna z instytucji finansowych w Polsce: bazę danych 5,7 mln klientów w programach ubezpieczeń grupowych.
Według „GP” teraz Grupa PZU położy szczególny nacisk na utrzymanie wszystkich dotychczasowych programów ubezpieczeń grupowych w swoim portfelu, do czego ma siły i środki. Gazeta zwraca uwagę, że mimo wieloletniej ostrej konkurencji największy ubezpieczyciel notuje pokaźne zyski na swoich „grupówkach”: po III kwartałach z niecałych 5 mld zł przypisu z klasycznych ubezpieczeń (bez polisolokat) PZU Życie osiągnął 1,75 mld zł zysku technicznego.
Zdaniem Danuty Wałcerz, byłej prezes nadzoru ubezpieczeniowego, a w latach 1991-1996 członka zarządu i prezesa w PZU SA i PZU Życie, jeśli wynik techniczny jest tak wysoki, to polisy mogłyby być tańsze.
„Gazeta Prawna” zauważa, że takie wyniki PZU Życie oznaczają też, że spółka pobiera zbyt wysokie składki w stosunku do ryzyka, przy czym dotyczy to głównie
grupowych polis na życie. Wprawdzie Komisja Nadzoru Finansowego nie podaje szczegółowych danych dotyczących zyskowności dla poszczególnych firm, jednak na przykładzie lidera działu I można zobaczyć, że ubezpieczenia na życie na naszym rynku mogą rzeczywiście przynosić dobry zysk. Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF, mówi, że istnieją zarówno produkty, w których stosunek wyniku technicznego do składki przypisanej jest niższy niż 1 proc., ale też takie, których rentowność jest większa niż 30 proc..
Danuta Wałcerz wskazuje, że w przypadku PZU Życie takie zyski to też w dużej mierze efekt zmiany ubezpieczeń grupowych z umów długoterminowych dożywotnich na roczne. Dodaje, że to pozwala utrzymywać mniejsze rezerwy, co zwiększa zysk.
Dariusz Krzewina, prezes PZU Życie, przyznaje, że ma to pozytywny wpływ na wynik finansowy, jednak nie chce zdradzić jak duży. „GP” uważa, że spory. Gazeta przypomina, że wynik techniczny do końca 2003 roku utrzymywał się w granicach 400-500 mln zł, natomiast w 2004 roku, kiedy to zaczęto wprowadzać zmiany, było to już 830 mln zł, a w 2005 roku prawie 1,6 mld zł. Danuta Wałcerz mówi, że po zmianie umów z dożywotnich na rocznie klienci powinni zacząć płacić niższe składki, ze względu na niższe koszty rezerw, a tak się nie stało. „Gazetę Prawną” intryguje, w jaki sposób PZU Życie jest w stanie utrzymywać wysokie ceny na
polisy grupowe i notować wysokie zyski mimo rosnącej konkurencji, która jednak nie potrafi przebić ceną oferty największego ubezpieczyciela życiowego w Polsce. Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Marcin Krzykowski z firmy aktuarialnej Milliman. W jego opinii, jest to przede wszystkim efekt skali działalności, który pozwala osiągnąć firmie bardzo dobre wskaźniki szkodowości oraz bardzo dobre relacje z klientami.
„GP” podkreśla istotną przewagę konkurencyjną, która pozwala firmie oferować konkurencyjne stawki i jeszcze na tym zarobić: ok. 50 proc. udziału w rynku ubezpieczeń grupowych i 5,7 mln klientów. Dariusz Krzewina mówi, że konkurenci jego firmy przejmując jakąś grupę, liczą na zyski, zaś po roku ta grupa wraca do PZU Życie. Powód? Prezes Krzewina wyjaśnia, że przy mniejszej skali działalności prowadzenie tej grupy przynosi straty i składka rośnie. Ubezpieczyciel kładzie akcent na jeszcze jedną przewagę konkurencyjną: ok. 100 tys. przedstawicieli w zakładach pracy. Gazeta wyjaśnia, że chodzi tu o osoby, które pracując w firmach w dziale kadr czy księgowości, organizują sprzedaż i prowadzenie ubezpieczeń w swoich firmach, za co dostają prowizję.
Źródło: Gazeta Prawna
JT