W ciągu jedenastu miesięcy 2008 roku zanotowano 364 upadłości polskich przedsiębiorstw. To o 15,3% mniej niż w tym samym okresie roku poprzedniego. Możemy oszacować ostateczną liczbę bankructw ogłoszonych w całym roku 2008 na nieco ponad 400. Nadal utrzymuje się trend spadkowy, obserwowany w Polsce od 2003 roku, jednak tempo spadku z roku na rok zmniejsza się. Najbardziej zagrożone upadłościami nadal pozostają branże: budowlana i handel hurtowy.
Czy wyniki za rok będą równie optymistyczne? Raczej nie. W wielu sektorach spadek liczby zamówień spowodowany zmniejszonym popytem zewnętrznym lub odczuwanym już pogorszeniem koniunktury w branży na rynku krajowym, wpływa na spadek poziomu sprzedaży, ograniczenie produkcji i zaburzenie współpracy z kooperantami. Pogarszająca się dyscyplina płatnicza powoduje nasilanie się zatorów płatniczych w łańcuchu dostawców i odbiorców. A to z kolei wpływa na problemy przedsiębiorstw z płynnością, co staje się główną przyczyną upadłości. A gdy pojawia się efekt domina, kiedy bankructwo dużego klienta, powoduje upadłość jednego lub większej liczby jego dostawców, problemy zaczyna odczuwać cała branża, a także sektory pośrednie.
Kryzys kredytowy oznacza drastyczny wzrost liczby upadłości: w pośredni sposób odzwierciedla to już liczba zgłoszeń przeterminowanych należności kierowanych przez ubezpieczonych klientów do windykacji. W Coface na świecie liczba ta wzrosła w ciągu trzeciego kwartału o 80%. A w Polsce?
Sytuacja gospodarcza pogarsza się, choć spowolnienie nie dotyka nas jeszcze w takim stopniu jak kraje Europy Zachodniej czy Stany Zjednoczone. Od połowy roku daje się jednak odczuć pogorszenie dyscypliny płatniczej w takich branżach jak budowlana, handel stalą i wszystkie sektory blisko związane z budownictwem. Pogorszenie w budownictwie znajduje już swoje odzwierciedlenie w statystykach upadłościowych, ale nie jest to zmiana znaczna.
Trzeba jednak wziąć pod uwagę, iż procedury upadłościowe wymagają wiele czasu, a upadłość jest efektem utraty płynności finansowej, której oznaki pojawiają się znacznie wcześniej. Należy zatem z rezerwą interpretować pozytywny obraz tych statystyk, pamiętając o tym, że przedsiębiorstwa ciągle jeszcze odcinają kupony od wyników wypracowanych w okresie trwającego ostatnio wzrostu gospodarczego. Faktem jest, iż sytuacja finansowa wielu polskich firm jest znacznie gorsza niż przed rokiem. Dlatego, uwzględniając okres przygotowania firmy i dokumentacji do złożenia wniosku o upadłość, a następnie przynajmniej kilkutygodniowy okres oczekiwania na rozpatrzenie go przez sąd i ogłoszenie postanowienia o upadłości, w przyszłym roku możemy się spodziewać wzrostu bankructw i zmiany kilkuletniego trendu spadkowego w statystykach.
Pamiętajmy także o tym, że liczba faktycznych bankrutów jest jednak znacznie wyższa niż liczba ogłoszonych upadłości. Duża liczba wniosków jest zwracanych z powodu braków formalnych i umorzeń lub oddalana głównie z powodu braku majątku. Ponadto, wiele firm, szczególnie tych małych, zamyka swoją działalność, nie przeprowadzając procesu upadłościowego przed sądem. W dalszym ciągu bowiem, aby w Polsce zbankrutować należy posiadać majątek, chociażby na pokrycie kosztów postępowania. Obowiązująca opłata za złożenie wniosku o upadłość w wysokości 1000 złotych jest dla niewielkich podmiotów gospodarczych barierą w formalnym rozpoczęciu procesu upadłościowego.
Upadłości w branżach
Do rekordowych branż pod względem upadłości stale zalicza się budownictwo i sprzedaż hurtową, w których jednak od dłuższego czasu obserwowaliśmy tendencję spadkową. Teraz jednak znamienny jest wzrost liczby upadłości firm działających w branży budowlanej. Sektor ten cieszył się w ostatnich latach bardzo dobrą koniunkturą, sprzyjającą rozwojowi firm i zmniejszaniu ryzyka operacyjnego. - Ten okres mamy jednak już za sobą. W związku ze spadkiem popytu spadły ceny, coraz trudniej jest utrzymać satysfakcjonujące marże, a firmy budowlane mają coraz większe trudności z dostępem do kredytu. Wiele firm z branży walczy o przetrwanie na rynku – ocenia Marcin Siwa, dyrektor Działu Oceny Ryzyka w Coface Poland. - Duże ryzyko niewypłacalności podmiotów w handlu hurtowym wynika między innymi z bardzo ryzykownej struktury finansowania hurtowni, opierającej się na kredycie kupieckim oraz bankowym. Niewielki zasób własnych kapitałów przy relatywnie wysokich obrotach osiąganych przez tego rodzaju firmy może doprowadzić w przypadku nawet pojedynczych problemów z odzyskaniem własnych należności bądź upłynnieniem zapasów do utraty płynności finansowej – dodaje.
Upadłości w regionach
Podobnie jak w poprzednich latach najwięcej upadłości w Polsce zanotowano w województwie mazowieckim (84). Na drugim miejscu uplasował się Górny Śląsk (51), a na trzecim Dolny Śląsk (43). Na terenach województw lubuskiego (6), opolskiego (6) i podlaskiego (3) tradycyjnie zbankrutowało najmniej przedsiębiorstw. Taka struktura geograficzna upadłości jest efektem statystycznym. W województwach o największym poziomie upadłości działa też najwięcej podmiotów, a życie gospodarcze jest bardziej dynamiczne.
Upadłości według form prawnych przedsiębiorstw
Najwięcej upadłości zanotowano wśród spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Stanowiły one ponad 63% wszystkich upadających firm. - Prowadzenie działalności w formie spółki z o.o. jest dużo bezpieczniejsze dla właścicieli, którzy mogą stracić jedynie środki wprowadzone do firmy w postaci udziałów. Jest jednak dużo mniej bezpieczna dla wierzycieli, którzy w przypadku problemów spółki z o.o. mogą dochodzić swych roszczeń jedynie z majątku spółki, który często jest niewielki. Właścicielom spółki z o.o. łatwiej jest podjąć decyzję o postawieniu spółki w stan upadłości niż osobom prowadzącym działalność jednoosobowo lub też w formie spółki jawnej. W tych przypadkach odpowiadają oni również swoim prywatnym majątkiem, a więc niepowodzenie działalności gospodarczej wpływa w sposób zasadniczy na ich sytuację majątkową. – komentuje Marcin Siwa.
Źródło: www.coface.pl
JT